Pomiędzy młotem a kowadłem czyli słów kilka o tolerancji…

Pomiędzy młotem a kowadłem czyli słów kilka o tolerancji…

Uczestniczyć czy obserwować???

Ostatnio byłam świadkiem a nawet uczestnikiem pewnej sytuacji.

Sprawa dotyczyła bliskich mi osób.

Każda bliska na swój odmienny sposób. Każda bliska emocjonalnie a tak zupełnie różna. Jedno je jednak łączy – silne poczucie własnej wartości.

Ego czy silna osobowość???

Zdrowe – nie przerośnięte ego, ale bardzo silne.

Ja do słabych osobowości też nie należę i kiedy trzeba, potrafię stanąć w obronie słusznej sprawy.

Jedna z osób bardzo emocjonalna, uczuciowa, pełna dobrych, ciepłych emocji. Z dominantą gadziego mózgu, gdzie drugi człowiek jest najważniejszy. Gdzie zielone serce podane jest na dłoni dla innych.

Druga osoba z deficytem zieloności. Z ogromnymi brakami gadziego mózgu, dla której drugi człowiek to ewentualnie kompan. Słowem – niezbędny do życia nie jest.

Los…. pomiędzy młotem a kowadłem…

I tak oto los połączył obydwie osoby za pomocą mnie. Ja z kolei pośrodku – mogłabym rzec – pomiędzy młotem a kowadłem.

Sytuacja nie prosta, złożona w swojej strukturze. Zresztą nie o sytuację tu chodzi.

A o co? O tolerancję i zrozumienie.

Zrozumienie, że każdy z nas jest inny.

To co dla Ciebie jest jest jasne i klarowne, dla drugiej osoby już niekoniecznie.

To co dla Ciebie jest normą, dla drugiej osoby może być skrajnością.
To co dla jednego jest wstępem dla innego może być zakończeniem.

Ale na Boga!

Gdzie zrozumienie?

Gdzie tolerancja?

Gdzie wyrozumiałość dla inności i odmienności?

Nic nie musisz….
Przecież nie musisz popierać zachowań wszystkich ludzi.

Masz pełne prawo się nie zgadzać. Możesz wyrażać swoją opinię, która dla Ciebie będzie wszystkim. Możesz wierzyć we własny los, w swoje przeznaczenie. Możesz wierzyć w co chcesz.

Możesz być innym człowiekiem niż wszyscy. I jesteś. I masz do tego pełne prawo.

Ale nie wolno Ci oceniać. Nie wolno Ci oczerniać. Nie wolno Ci ganić.

Naucz się akceptować inność drugiego człowieka.

Naucz się, że każdy żyje według własnych zasad, w zgodzie z własnym sumieniem i własnym ja.

Możesz tego nie popierać. Możesz się nie zgadzać. Ale powinieneś nauczyć się akceptować.

Nie wszystko co wydaje Ci się być białe, jest białe z punktu widzenia drugiej osoby. Nie wszystko co dla Ciebie jest czarne – jest czarne dla kogoś innego.

Nie musisz przecież z tym kimś iść na piwo, nie musisz się przyjaźnić, jeśli w Twoim osobistym kanonie wartości, ten człowiek nie zasługuje na Twoje zaufanie czy wsparcie.

Nie musisz się do niczego zmuszać, ale do diabła… nie potępiaj. Nie potępiaj inności, której nie rozumiesz.

Nikt nie przeżyje Twojego życia za Ciebie. Ty też nie żyj za kogoś….

Ludzie żyją, doświadczają, zmieniają się.

Ty też się zmieniasz, dojrzewasz, rozwijasz się.

Jeśli potrafisz zrozumieć siebie, zrozum innych.

Każdy ma swoje doświadczenia, każdy ma dobre i złe strony, każdy ma własne sukcesy i porażki. I każdy żyje tak jak mu się podoba.

Dopóty dopóki nie krzywdzi drugiego człowieka, niech żyje jak chce.

A Ty?
Ty …. Dla własnego dobra. Dla spokojnych nerwów. Dla siebie samego. Dla spokoju własnego sumienia….

Zaakceptuj.

Zaakceptuj inność, odmienność i wiarę, że życie choć dla każdego podobne – to w gruncie rzeczy zupełnie inne.

Weź się ogarnij człowieku…

Weź się ogarnij człowieku…

Prawda…? Ale co to….?

Czy ludziom dziś już zupełnie nie zależy na prawdzie?

Czy nie ma już nic zgodnego z  samym sobą?

Czy naprawdę ludziom wszystko przysłaniają pieniądze, prestiż, uznanie?

Czy „nie mam czasu” to doskonała wymówka na wszystko?

Czy naprawdę dziś umówić się z kimś na cokolwiek musi graniczyć z cudem?

Czy jak ktoś Ci mówi – ok zrobię to i to w tym i w tym czasie a następnie przekłada kilkukrotnie termin wykonania,  to znaczy, że i tym razem muszę sobie odpuścić, bo nic z tego nie wyjdzie?

Historia z życia wzięta…

Mam znajomą. Umawiamy się na spotkanie od (uwaga) 3 lat. Dzwonię, proszę, piszę, pytam. Za każdym razem słyszę – „nie mam czasu”, „teraz nie mogę, bo…”, „jestem zajęta, ale…”, „innym razem…”,  „później…”, „tak, tak – następnym razem już na pewno…” „obiecuję…” itd. Szlak mnie jasny już trafia…

Ludzie, ogarnijcie się…

Doba to identyczne w długości 24 godziny dla wszystkich.  Doba to też 1 440 minut idealnie równych dla wszystkich. Doba to również 86 400 sekund – także takich samych dla wszystkich.

Ale o co kaman…?

Skoro ja potrafię w tym czasie mniej lub bardziej, ale jednak – ogarnąć dom, dzieci, pracę, pranie, sprzątanie, maile, telefony i milion innych spraw, to chyba jednak można.
Jak myślisz? Tak, tak – ja wiem.

Ludzie są różni. Jedni lubią białe a drudzy czarne. Jedni tańczą a inni śpiewają.

Ale do diabła – 3 lata?!?!

To nie jest jedna nieprzespana noc, to nie jest napięty tydzień czy ekstremalny miesiąc. To nie są dwa miesiące ani pół roku. Wiem, że w życiu zdarzają się różne rzeczy – ważne i mniej ważne, ale….

W czym tu problem?

I teraz pytanie dla mnie istotne z punktu widzenia trenera…

Czy ta osoba nie ma ochoty na kontakt ze mną, ale ma ogromny problem z asertywnością?

Czy ma poważny problem z organizacją swojego czasu pracy?

Czy może problem z pamięcią? 😉

Normalnie nie – do – wiary…

A wiecie co jest najdziwniejsze ?

Kiedy na swoich warsztatach pytam, „Kto ma problem z wyrażaniem własnego zdania?” – nikt.
Kiedy pytam „Co dezorganizuje Twój czas?” – cisza. Wszystko tyka jak w szwajcarskim zegarku. Idealnie.

Najlepsi we wszystkim bez wyjątku…

Tak, tak ja wiem – przyznanie się do błędu, do niewiedzy, do braku umiejętności to w naszym kraju jak zbrodnia na ludzkości. Przecież my – Polacy jesteśmy najlepszymi lekarzami, prawnikami, doradcami, bankowcami, sportowcami, a jakimi trenerami jesteśmy….hmmmm…. marzenie.

Znamy się na wszystkim. Na finansach, medycynie i na sporcie – jesteśmy mistrzami w tych dziedzinach. A na polityce – uuuu to w ogóle temat wybitnie przez nas kochany.

Rady?? Każdemu możemy udzielić, absolutnie w każdym temacie.

Ja się na czymś nie znam? Ja, ja? Nigdy w życiu. Wcześniej dam sobie rękę odciąć niż się przyznam i poproszę o pomoc.

Człowieku – weź się ogarnij….

Człowieku – weź się ogarnij…. Nie musisz się znać na wszystkim i nie jesteś omnibusem we wszystkim. Ja też nie – absolutnie nie.

Jesteś – „zwykłym człowiekiem i z pewnością niezwykłym specjalistą”, ale w Twojej dziedzinie. Nie we wszystkich problemach świata.

Czytając ten tekst, może nawet przyznasz mi rację, ale wiesz co pomyślisz….? Jakie szczęście, że mnie to nie dotyczy…

No właśnie – tak jest ze wszystkim…

No cóż świata nie zbawię – odpuszczam… przynajmniej tą znajomość…

Nadszedł Czas Unieść Dupę …

Nadszedł Czas Unieść Dupę …

Niczego nie żałuję 🙂
Tak w woli wyjaśnienia 🙂

Koniec wakacji….

Nieuchronnie zbliża się rok szkolny a wraz z nim kończą się wakacje i wypoczynek większości z nas. Polskie plaże znów opustoszeją a na górskich szlakach znów będzie można spokojnie się powspinać.

i nie tylko…

Dla mnie koniec wakacji to również koniec urlopu macierzyńskiego i powrót do pracy po przeszło rocznej przerwie. No może nie do końca, bo do jako takiej pracy wróciłam już w kwietniu kiedy to podjęłam decyzję o delikatnym skręcie swojej zawodowej ścieżki. Nie mniej jednak jest to jakiś kolejny punkt w zawodowym i osobistym życiu.

Co było?

Do połowy lipca dosyć intensywnie promowałam swoją działalność oraz firmę i to czym się zajmuję. A zajmuję się ogólnie rzecz biorąc dialogiem międzyludzkim. Uczę ludzi jak rozmawiać by rozmowa była konstruktywna, miła i niosła za sobą korzyści dla obydwóch stron.

Potem trochę odpuściłam, zwolniłam, mogłoby się wydawać, że zniknęłam.

Dałam sobie czas…

… na przemyślenie pewnych rzeczy, zastanowienie się, wycofanie, nabranie dystansu i uporządkowanie głowy.

Ale przede wszystkim dałam sobie i dzieciom czas na bycie razem – bez pośpiechu, bez zbędnej bieganiny. Za chwilę starszy pójdzie do przedszkola, a młodszy do Dziadka i zacznie się wir codziennych obowiązków.

Przez ten przeszło miesiąc mieliśmy szansę nacieszyć się sobą i przygotować się na krótszy wspólny czas po powrocie z wakacji.

 

Co jest?

Teraz czas na powrót.

Przygotowanie, zaplanowanie i działanie.

Pewnie „kobieta od PR”, którą bardzo cenię, szanuję i polecam (bo nie raz zdarzyło mi się z Nią pracować) a prywatnie bardzo lubię – Justyna Niebieszczańska http://www.justynaniebieszczanska.com/ powiedziałaby, że upadłam na głowę. Że nie wolno odcinać się na tak długo. Że ludzie, że czytelnicy, że PR… iii …

Z kolei Ania Urbańska http://annaurbanska.pl/ – mój Nauczyciel, wspaniały Coach i Trener. Prywatnie Ją uwielbiam. Powie, że to nie tak. Nie tędy droga, trzeba wracać i brać się do roboty!!! Teraz, już, w tej chwili.

A ja? A ja powiem – macie rację Dziewczyny.

I powtórzę zasłyszane słowa.

Izabela Bielicka http://izabelabielicka.pl/ – Kobieta, której mogę słuchać godzinami, niezwykle ujmująca i ciepła Dusza, powiedziała na naszym ostatnim spotkaniu „Czekasz na CUD? To Czas Unieść Dupę”…

Co będzie?

Tak więc unoszę swoje cztery litery z krzesła i ruszam.

Ruszam po zdobywanie swoich ambicji.

Po realizację swoich marzeń.

Po bycie szczęśliwą mamą, która umiejętnie łączy własny biznes i współtworzenie ciepłego, rodzinnego domu.

 

Ruszam dziś, bo jutro może być za późno….

Czy jestem złą matką?

Czy jestem złą matką?

Dobra matka czyli jaka?

Jest środa, 8. dzień czerwca. Jest godzina 22:30. Siedzę sobie wygodnie w łóżku, wykąpana i gotowa do snu. Na kolanach trzymam ogromną część swojego zawodowego życia – laptopa. Jednak moje myśli odbiegają daleko od niego.

Myślami jestem jakieś 230 km od swojego tymczasowego łóżka.

Po co?

Od trzech dni, moje życie toczy się w Warszawie.
Prowadzę cykl szkoleń dla młodych ludzi, którzy chcą poznać samych siebie, innych a przede wszystkim swoich klientów. Realizuję ich potrzeby, spełniając swoje marzenia.

Daję swoją wiedzę i narzędzie, które posiadam by oni mogli być lepszymi w tym co robią na co dzień.

Każdego dnia staram się przekazać im cząstkę samej siebie by mogli wykorzystać ją w realizacji swoich marzeń. Daję im coś, dzięki czemu będą lepsi, szybsi, sprawniejsi w działaniu. Zarażam ich swoją pasją do wiedzy, autentyczności i mózgu.

Widzę jak każdego dnia ewaluują i udoskonalają samych siebie.

A ja?

A ja realizuję swoje marzenia.
Spełniam się zawodowo.
Daję część siebie.

I jakkolwiek to nie zabrzmi – głoszę dobrą nowinę o możliwościach człowieka.

Realizuję swoje plany, osiągam cele i spełniam zawodowe marzenia.

Realizuję plan, który sobie wyznaczyłam.

Tak.

Dziś mogę to powiedzieć. Jestem spełnioną zawodowo kobietą.

Ale czy jestem dobrą matką?

Przez ostatni rok byłam w domu. Mój młodszy syn ma 9 miesięcy. Ostatni czas spędziłam z nim.

Teraz nagle zniknęłam. Zniknęłam na tydzień, pozostawiając Go oraz jego starszego brata pod opieką ich Taty i Dziadków.

Czy mam wyrzuty sumienia?

Nie.

Jak ktoś zapyta mnie czy jestem dobrą matką – odpowiadam – staram się z całych sił.

Każdego dnia.

Nawet teraz gdy mnie nie ma.

Moje dzieci wiedzą i czują, że jestem. Jestem myślami tuż obok. Tak jak teraz, gdy mając możliwość wypoczęcia, zaśnięcia – myślę. Myślami jestem przy ich łóżeczkach.

Czy tęsknię?
Jak szalona – w każdej minucie.

Czy gdybym mogła podjąć raz jeszcze decyzję o wyjeździe i wybraniu takiej a nie innej zawodowej ścieżki zmieniłabym coś?

Nigdy w życiu.

Wiem, że moje dzieci są bezpieczne, kochane, doglądane, otoczone opieką. Wiem, że nic złego im się nie stanie podczas mojej nieobecności.

A gdy wrócę? Nadrobimy czas rozłąki.

Wrócę szczęśliwa, spełniona, pozytywnie nakręcona.

Moje dzieci będą miały szczęśliwą mamę, która każdą wolną chwilę przeznaczy na zabawę , szaleństwa i śmiech.

Czy dobra matka to taka matka, która zawsze, bez względu na wszystko jest przy swoich dzieciach?
Czy dobra matka, to matka pozbawiona swoich ambicji zawodowych, planów i marzeń?

A może dobra matka to taka, która potrafi pogodzić swoje zawodowe życie, marzenia i pasje z wychowaniem dzieci?

Godzę się na pewien stan by osiągnąć sukces – sukces jako matka i sukces jako kobieta spełniona zawodowo.

Czy to oznacza, że jestem złą matką?

A cena za spełnienie?

Cena jest rzeczą subiektywną.

To co dla jednych jest naturalne dla innych jest z kosmosu.

Dla mnie cena jaką płacę to tęsknota za dziećmi.

Ale uśmiech, który zobaczę na ich twarzyczkach po moim powrocie – to będzie bezcenne.

 

 

Foto by https://kutyba.com

Dlaczego biegniesz? Bo inni biegną?

Dlaczego biegniesz? Bo inni biegną?

A miało być wesoło.

 

Ten wpis miał być zupełnie o czymś innym.

 

Miał być wesoły. Przemyślany. Zaplanowany. Uzupełniony. Poprawiony kilka razy. Po raz kolejny życie płata mi figla.

 

 

Widocznie u mnie się tak nie da. Nie można zaplanować i zrobić. To nie ja. Ja piszę pod wpływem chwili. Teraz, na czasie. Autentycznie i w zgodzie z samą sobą. Dziś ważniejsze wydaje mi się autentyczne podejście do pewnych spraw niż planowanie. Przynajmniej w moim przypadku.

 

 

A jednak nostalgia.

 

Nie umiem i chyba nie chcę silić się na wesoły wpis, kiedy w środku przepełnia mnie nostalgia. Myślę. Myślę intensywnie, ale odpowiedzi nie mam.

 

 

Pan Lucjan.

 

Dziś dowiedziałam się, że człowiek, z którego usług ubezpieczeniowych korzystałam od początku posiadania auta tj. jakieś ponad 10 lat, zmarł.

Pan Lucjan.

Mężczyzna niewiele młodszy od mojego Taty.

Nie znam przyczyny śmierci Pana Lucjana, ale wiem jedno – za młody był by umierać.

 

 

Zawsze w biegu.

Pamiętam Go zawsze w biegu. Wiecznie zapracowany. Potrafił mi wysyłać oferty ubezpieczenia auta grubo po północy. Kiedykolwiek bym nie powiedziała, zawsze był dyspozycyjny. Żył z klientami i dla klientów.

 

Działał i miał polecenia.

Nie miał czasu dla siebie.

Zawsze mówił, „Jeszcze tylko zrobię to i tamto i odpocznę“.

Pamiętam, że kiedyś opowiadałam Mu o swoich warsztatach.

Podobało Mu się.

Chciał wysłać żonę i dzieci.

Mówił, że są warte przemyślenia i pieniędzy.

Sam nie miał czasu skorzystać.

Odkładał na potem.

Nie zdążył.

 

 

Szkoda czasu. Na co?

 

Zawsze biegł. Nigdy nie miał czasu na kawę czy herbatę. Pamiętam, że kiedy byłam w ciąży, umówił się ze mną na podpisanie polisy na parkingu przed moją wizytą u lekarza. Zaproponowałam by wsiadł do auta. Odpowiedział „Pani Marto, szkoda czasu – przecież można tu, na masce“. Podpisałam z pełnym zaufaniem. Szkoda mi było Jego cennych sekund.

 

 

Ciężko przestać myśleć…

Nigdy, przenigdy mnie nie zawiódł w tym temacie. Żadnych relacji, poza biznesową nie posiadaliśmy. Jednak wiadomość o Jego śmierci mnie uderzyła. Czasem są takie wiadomości, o których ciężko przestać myśleć. To właśnie jedna z nich.

 

Za czym biegał? Kiedy miał powiedzieć sobie i innym stop? Dlaczego nigdy nie miał czasu? Na te pytania już nam nie odpowie.

 

Biegniesz, bo inni biegną?

 

A Ty sobie czasem odpowiadasz? Czy też biegniesz? Za czym? Po co? Dla kogo? A może biegniesz, bo inni biegną? Czy warto odkładać wszystko na później? Na jakie później? A jak tego później już nie będzie?

 

 

Obiecuję.

 

Panie Lucjanie, obiecuję – porozmawiamy jeszcze kiedyś o byciu sobą. Gdzieś tam – po drugiej stronie tęczy.

 

A teraz śpij i w końcu odpocznij.

11 powodów, dla których absolutnie nie warto być mamą.

11 powodów, dla których absolutnie nie warto być mamą.

Trzy rodzaje potencjalnego „Szczęścia”.

Kiedy na teście ciążowym zobaczysz dwie kreski, to:

– albo jesteś bardzo szczęśliwa, bo staraliście się długo i w końcu się udało,

– albo nie wiesz czy się cieszyć czy płakać. Masz wprawdzie męża lub stałego partnera. Bardzo go kochasz. Ale przecież to nie jest odpowiedni moment na dziecko,

– albo płaczesz pytając samą siebie „Jak to się mogło stać? Co teraz będzie?”.

 

Tak czy siak – niedobrze.

Jakkolwiek reagujesz i cokolwiek myślisz, prędzej czy później przekonasz się, że absolutnie nie warto być mamą.

Pytasz pewnie: „ Dlaczego?”

Przecież wszystkie kolorowe gazety, reklamy oraz telewizja kreują wizerunek szczęśliwego macierzyństwa. Cichutkiego tupotu małych stópek. Różowiutkich falbanek i niebieściutkich  bluzeczek. Żółciutkiego słonika na łączce.

Ano kreują, ale… no właśnie, ale.

 

Nikt nie mówi o tym, że … czyli powody najprostsze.

  1. W najbliższym czasie zapomnisz o ciepłej, aromatycznej kawie. Kawa jaką zaczniesz pić po powrocie ze szpitala do domu z Maleństwem będzie nijaka i przede wszystkim zimna.

O ile w ogóle będzie.

 

  1. Czy wiesz, że jest na świecie 125 rodzajów i odcieni różu i tyle samo błękitów? I każdy, podkreślam absolutnie każdy musi się znaleźć w garderobie Twojego dziecka.

 

  1. Twój samochód będzie w najbliższym czasie zapełniony chrupkami, ciastkami, ogryzkami, skórkami po cytrusach. I absolutnie każda wycieczka będzie związana z kolejną porcją nowych paczek, paczuszek i papierków, które po prostu trzeba opróżnić w trakcie 5 minutowej podróży do sklepu.

 

 

 

Czy wiesz, że …. ? – powodów ciąg dalszy.

  1. Czy wiesz, że idąc tylko po chleb, masło i bułkę, wyjdziesz za sklepu z dodatkowym soczkiem, herbatnikami lub chrupkami? Zdajesz sobie sprawę, z tego, że żadna wizyta w sklepie nie zakończy się na liście tylko potrzebnych i niezbędnych sprawunków?

 

  1. Czy zdajesz sobie sprawę, że niektóre słowa przy dzieciach nabierają całkiem nowego znaczenia?

Na przykład „dobranoc”.

Kiedy całujesz Pociechę na dobranoc i wypowiadasz te magiczne słowa z nadzieją, że wyjdziesz po cichu z pokoju i nareszcie usiądziesz z książką lub gazetą w ręku, z łóżeczka rozlega się krzyk „Mamusiu, Tatusiu tam w szafie na dole mieszka potwór, taaaaaki wieeeelki.” albo „Mamusiu, Tatusiu, ale ja nie zasnę bez misia.” Odpowiadasz spokojnie „Którego misia?”, bo jeszcze nie wiesz co Cię czeka. „No Mamusiu nie wiesz?  Tego co został w przedszkolu.” O nieeeeee….

 

  1. Czy wiesz, że od czasu pojawienia się Maleństwa na świecie, przez najbliższe 3 lata może ciut dłużej, prawie nigdy nie będziesz sama w łazience, toalecie? I to nie tylko na wakacjach, w marketach oraz w podróży. We własnej łazience także.

 

  1. Czy wiesz, że na świecie są rzeczy bez których Twoje życie po zostaniu mamą jest absolutnie niemożliwe a do tej pory nawet ich nie zauważałaś na sklepowych półkach? Przykład? Proszę bardzo – mokre chusteczki. Absolutnie niezbędne. Idealne do pupy, rączek, plam, błota, na spacer, w podróży i w domu. Bez nich życie jest niemożliwe. Zupełnie nie rozumiem,  dlaczego ich pomysłodawca nie został odznaczony za zasługi w ratowaniu życia ludzkiego czytaj życia matki.

 

 

Oczywista oczywistość, ale jakoś na to nie wpadłam, dopóki nie miałam dziecka.

 

  1. Dzieci czasem chorują.

Jeśli chodzą do żłobka lub przedszkola to nawet częściej niż czasem. Jesteś mamą dwójki lub większej ilości Pociech ?

 

Masz pecha. Nawet jeśli są w różnym wieku.

 

W momencie kiedy jedno z nich ma katar to bądź pewna, że w ciągu najbliższych 24 godzin będziesz miała w domu szpital. Jeśli jeszcze do pokasłujących dzieci dołączy Twój partner lub małżonek – rola pielęgniarki mobilnej po korytarzach domu 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu murowana.

 

  1. Poznasz mapę swojej okolicy pod kątem czynnych w święta i niedziele szpitali, oddziałów ratownictwa i aptek. Dzieci wprawdzie nie rozpoznają przez pierwsze 5 lat swojego życia, dni tygodnia, ale ze 100% skutecznością trafiają z chorobami w święta i dni wolne od pracy.

Czy naprawdę jest Ci to niezbędne do funkcjonowania?

 

  1. Ile czasu zajmuje Ci przyszykowanie się i wyjście z domu po drobne zakupy?

15 minut?

W takim razie dołóż jeszcze 30 minut na wyjście po te same sprawunki z pociechą.

Wiesz, że przed wyjściem z domu jest najodpowiedniejszy czas na siku, kupę, jedzenie, picie a wszystko to w momencie kiedy stoicie już w płaszczu lub kurtce, czapce i szaliku przed drzwiami mieszkania?

Niby gotowi do wyjścia….

 

  1. Mamo, czy wiesz ile razy można układać zabawki? Dwa, pięć, dziesięć razy?

Dziennie.

Wszystko zależy od ilości pociech i ich wieku. No chyba, że lubisz chodzić po klockach lego i Twoje stopy do tego przywykną równie szybko co Twoje dziecko nauczy się je rozrzucać. 🙂

 

Przekonaj się na własnej skórze, że nie warto być mamą.

Tych powodów jest o wiele więcej, być może kiedyś dopiszę Ci  inne, dla których absolutnie nie warto być mamą.

A może nie? Sama się przekonasz na własnej skórze 🙂

 

Ale wiesz co  Ci powiem?

 

A może jednak warto?

Mogę chodzić po klockach do łazienki w towarzystwie synów.

Do sklepu jeździć z 30 minutowym opóźnieniem, brudnym samochodem.

I znać wszystkie rodzaje mokrych chusteczek. To muszę 🙂

 

Ale nie zamieniłabym moich Skarbów na nic i na nikogo innego.

Kiedy po odwiedzinach w okolicznych przychodniach i aptekach oraz tygodniowym, przymusowym siedzeniu w domu, na zdrowych twarzyczkach pojawia się uśmiech, wszystko inne nie ma znaczenia.

Dla nich po prostu warto żyć.