Oooo jak schudłaś!

Przybrało Ci się parę deko… A masz już narzeczonego? A długo się spotykacie? A kiedy ślub? A duże wesele będzie? Albo … A Kiedy dziecko? Przecież jesteście razem już tak długo…. już czas. Ooooo a jaki duży chłopiec / dziewczynka! A chodzi już? A mówi? A korzysta z nocniczka? A kiedy drugie/ trzecie? No tak – to teraz czas na synka / córeczkę.

Znasz to? Dobrze? W Święta wszelkie ciotki, wujkowie, stryjenki i stryjkowie mogli zadać ten milion z drobnym kawałeczkiem pytań, by zaspokoić swoją ciekawość i podkreślić swoje wszechobecne zainteresowanie. A Ty stałaś pośrodku tych wszystkich pytań i czułaś wszechogarniającą złość. A co to wszystkich obchodzi…??? No dobra – może nie aż tak, ale to w końcu Twoje życie. Twoje i nikogo innego – masz prawo się nad nim zastanawiać i podejmować swoje decyzje. Czasem dobre a czasem nietrafione. Ale Twoje własne.

No właśnie jak to jest z tymi decyzjami?

Dla mnie czas Świąt to czas obserwacji i słuchania. Słuchania najbliższych, ale i tych zupełnie obcych. Lubię słuchać kiedy ludzie nie wiedzą, że słyszę lub słucham. Wtedy nie reżyserują swoich wypowiedzi, nie dodają, nie ubarwiają, nie rzucają różem i czarem.

Pola do rozmyślań, dają mi rozmowy z bliskimi i dalszymi członkami rodziny, znajomymi. W czasie ostatnich, świątecznych rozmów naturalnie padały pytania o zbliżającego się Sylwestra. Jakie plany? Z kim? Gdzie? Za ile? A z kim dzieci zostają? A jaka sukienka? A buty? A torebka? I znów milion pięćset pytań sprawdzająco – podchwytliwych. Na każde odpowiedziałaś z ręką na sercu i duszą na ramieniu. A co jeśli coś będzie nie tak? Czy potrafisz obronić swój plan działania?

Przecież to jest Twój plan.

Dla kogoś powinno być nie ważne czy Ty będziesz z dziećmi i mężem w domu z kubkiem herbaty czy na balu z prawdziwego zdarzenia. Dla Ciebie – bardzo ważne.

Ale czy w tych swoich planach jesteś szczęśliwa? Nie istotne czy jesteś mężatką, singielką, panną czy żyjesz w wolnych związku – czy Ty (właśnie Ty) jesteś szczęśliwa?
A co to jest szczęście?

Kiedy jest czas na szczęście? Jaki jest przepis na szczęście?

Spotykając się z matkami kilkorga małych dzieci nie raz słyszałam „A tam, taki Sylwester… chciałabym iść na bal, taki z prawdziwego zdarzenia. Taki wiesz – frak czy smoking i piękna balowa suknia. Zabawa do rana. Taniec i śmiech.  Lub chociaż na jakąś prywatkę. Do ludzi – z przyjaciółmi i znajomymi.” Słuchając natomiast znajomego singla usłyszałam „Mam kilka propozycji na Sylwestra. Jeszcze nie wiem co wybiorę. Fajna jest opcja z prywatną imprezą organizowaną przez znajomego przedsiębiorcę, ale wiesz… nie mam z kimś iść. Tam trzeba tylko parami. Najlepiej z kimś bliskim. ” Odpowiedziałam wtedy „To lepsza opcja niż moja, ja będę z kubkiem herbaty w domu.” Na co usłyszałam „Ale Ty masz rodzinę. To co innego”. Zamilkłam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.

O szczęściu słów kilka.

Zaczęłam myśleć o szczęściu. To co dla jednych jest szczęściem, dla innych przekleństwem. To co dla jednej kobiety jest powodem do radości – bale, imprezy do białego rana, prywatki, suknie… dla drugiej będzie zmorą. To co dla jednej jest powodem do dumy i wielkim szczęściem – rodzina, dzieci, stabilizacja, pewność ciepłego gniazdka dla innej może być utrapieniem czy zabraniem wolności.

Szczęście to wypadkowa pewnych zdarzeń, podjętych decyzji, wolności słowa i sumienia. To czy jesteś szczęśliwa zależy głównie od Ciebie. Nie masz wpływu na pewne rzeczy czy sytuacje, które Cię spotykają, ale masz wpływ na to, jak zareagujesz. Masz wpływ na to, jaką decyzję podejmiesz, w którą pójdziesz stronę, gdzie zrobisz sobie punkt stop.

Rozmyślając dalej o szczęściu, ale już we własnej osobie, doszłam do wniosku, że na wszystko w życiu jest czas. W Księdze Koheleta są słowa, których na marginesie nie znoszę, bo zawsze w moim życiu przynosiły coś złego, ale tutaj nadają się doskonale. „Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę: Jest czas rodzenia i czas umierania; jest czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono. Jest czas zabijania i czas leczenia; jest czas burzenia i czas budowania. Jest czas płaczu i czas śmiechu; jest czas narzekania i czas pląsów….”.

Tak więc idąc dalej tym tropem – jest czas na szaleństwa i czas na rodzinę. Jest czas na bale i prywatki oraz czas na kubek herbaty. Ale czy to oznacza, że mama dwójki, trójki czy czwórki dzieci nie może iść na bal? Pewnie, że może – pewnie będzie to nieco trudniejsze w logistyce niż przy wyjściu na bal singielki. Ale dlaczego nie? Jeśli odpowiednio zaplanujesz swoją chwilę szczęścia – jest możliwa. I wiesz co – będzie piękna, cudowna, bo będzie Twoja. A czy Ty singielko – nie możesz iść na bal? Jasne, że możesz – są na świecie jeszcze przyjaciele, a na pewno nie jeden z nich chętnie Ci potowarzyszy w tym wielkim wydarzeniu.

Przepis na szczęście?

– pytasz. Według mnie jest – istnieje. Jest jeden. Jest czas na wszystko i wszystko ma swoją porę. Żyj swoim życiem, podejmuj swoje decyzje. Nie daj innym kierować Twoimi wyborami, decyzjami a na pytania ciotek, wujków i stryjenek odpowiadaj zgodnie z samą sobą, prawdziwie i z dokładnie taką samą pewnością w głosie, jaką nosisz w sobie na co dzień.

Szczęścia w Nowym Roku dla Ciebie.