Czy związek musi być idealny….?!?! Z perspektywy mężatki z 9-cio letnim stażem…

Czy związek musi być idealny….?!?! Z perspektywy mężatki z 9-cio letnim stażem…

Nigdy w życiu! W żadnym wypadku!

Odpowiadam i mogłabym zakończyć ten wpis na kilku słowach…

Kiedy 9 lat temu stawałam na ślubnym kobiercu, wydawało mi się, że teraz wszystko będzie już idealne, usłane różami. Owszem – czasem się pokłócimy, ale zawsze będziemy sobie patrzeć w oczy…. No przecież mamy być wsparciem dla siebie, mamy sobie pomagać, mamy się szanować… No i w ogóle ma być cudownie, prosto, jasno i bezstresowo. Tiaaa dobre sobie….

Tak jasno i prosto to jeszcze nie było. Jedno w jednym pokoju, drugie w drugim, trzaśnięcie drzwiami i wszystko jasne. Przecież się nie pokłóciliśmy. Przecież jest ok. Przecież jest zwyczajnie, tak normalnie. Tylko okoliczności się zmieniły.

Kiedy rozpoczynaliśmy wspólne życie, mieszkaliśmy w maciupkim mieszkanku, ale dla nas dwojga było wystarczające. Nawet jak się pokłóciliśmy to nie było za bardzo miejsca by się rozejść jak bokserzy na ringu po gongu do swoich narożników. Baaa wolnych narożników nie było – w każdym stało „coś”, bo środka nie było 😉 Środek zajmowaliśmy my 🙂

Każde z nas miało swoją pracę „etatową” i gdy zamykało drzwi w firmie, odcinało się od spraw zawodowych. Wracaliśmy na obiad, czasem taki po 18:00. A jak go nie było – cóż, szliśmy na kebaba albo zamawialiśmy pizzę. Tak też było dobrze.

A teraz…. Hmmmm… Doba jakby się skróciła. Narożników wolnych w ringu sporo, bo dom nam się powiększył i przeniósł na wieś, ale i domowników przybyło. A wraz z nimi też i obowiązków. Dzieci, pies, obiady – są i być muszą. Czasem choć byśmy chcieli się pokłócić, to nie ma kiedy i jak. Najpierw dzieci słuchają, potem obowiązki, kąpanie, szykowanie rzeczy na kolejny dzień… A potem trzaśnięcie drzwiami i każdy w swojej firmie – każdy w swoim narożniku. Każdy działa, coś liczy, drukuje, wysyła. Wraca do pracy. Tylko czasem spotykamy się przy stole. Czasem coś jeść trzeba.

Aaaa no i wiedza. Chyba najważniejsza. Kiedyś zakochana 25 – latka z uśmiechem na twarzy, wierząca i ufna, patrząca w oczy Adama. Dziś doświadczona mężatka z 9-cio letnim stażem, matka dzieciom, pani dla ukochanego psiaka – świadoma. Świadoma swoich mocnych stron i deficytów. Świadoma, że Adam jest totalnie inny niż ja. Świadoma różnością i przepełniona wiedzą o genetycznym podłożu naszego bokserskiego ringu. Dziś już wiem, że przytulanki i patrzenie w oczy to nie jego bajka. Czerwone spodenki w prawym narożniku i w domu noszę ja – dynamiczna, energiczna, spontaniczna, zdeterminowana i zorientowana na cel. Bez planów na jutro, bez patrzenia w przyszłość. Niepoprawna optymista z wiecznym „jakoś się ogarnie” na ustach. I On – Adam w niebieskich spodenkach i lewym narożniku – analityczny, poważny, precyzyjny, rozplanowany do bólu, przewidujący przyszłość. Zawsze wie co przyniesie jutro i jaką instrukcję trzeba „przytulić” przy uruchamianiu pralki. Pasują mu śrubki, młotki i nakrętki. Działa na „zwolnionych”, sarkastycznych obrotach a jego szklanka jest zawsze „do połowy pusta”.

No i nagle zderzenie, jak Titanic z górą lodową. Boże, nie rozumiemy się. No, bo na Boga – jak zaplanować spontan?!?!?!?!

Ale powiem Ci jedno – da się. Nie jesteśmy idealni. Każdego dnia wybaczamy sobie swoje niedoskonałości. Każdego dnia próbujemy na nowo poukładać te nasze kredki do pudełka zgodnie z „adamowymi” kolorami, bo przecież „poukładanie i plan są ważne”. Aż tu nagle wpadają moje czerwone, spontaniczne spodenki i kredki są bez pudełka albo wędrują na inną półkę – same…

W naszym życiu wiele dzieje „samo się”. Dzieci każdego dnia rewelacyjnie przechwytują to nasze „samo się”. Ale idą do przodu. Patrzą na nasze niedoskonałe, nieidealne małżeństwo, popełniane błędy i potknięcia. Ale kiedy wieczorem kładą się spać i cmokając nas w policzki piszczą „mammmoooo, tatttttooooo” wiemy, że pomimo nieidealnego małżeństwa – to co w życiu najważniejsze nam „wyszło i się udało” – RODZINA i wspólny DOM 🙂

Zmiana – zaakceptować czy porzucić?

Zmiana – zaakceptować czy porzucić?

Zmiana to rzecz stała w dzisiejszym świecie.

Zmienia się wszystko. Zmienia się cały świat dookoła Ciebie. Twoi bliscy, rodzice, rodzeństwo, partnerzy, dzieci, klienci, kontrahenci, wspólnicy. Polityka się zmienia i gospodarka się zmienia. Wszystko.

Ty też się zmieniasz. Dojrzewasz, rozwijasz się, uczysz się nowych rzeczy, kształtujesz umiejętności, doświadczasz.

Narzekać na zmianę?

Czasami na warsztatach czy szkoleniach, uczestnicy narzekają na zmianę. Wolą stabilizację, pewność, bo to daje im poczucie bezpieczeństwa. Złudne poczucie bezpieczeństwa. Uważają, że jeśli będą mieli stałą pracę oraz umowę na czas nieokreślony lub założą rodziny, zbudują domy, będą mieli dzieci, psa i kota to już nic więcej w ich życiu się nie zmieni. Nic ich nie zaskoczy. Tak bardzo wierzą w to i ufają obecnemu stanowi, że nawet najmniejsze zawirowanie przeradza się w wielką tragedię.

A przecież zmiana jest stałą.

Nic przecież nie jest na stałe. Anna Jantar już prawie 40 lat temu śpiewała „Nic nie może przecież wiecznie trwać. Co zesłał los, trzeba będzie stracić…”

Jak więc przygotować się na zmianę? Jak do niej podejść, jeśli strach zjada nam rozum?

Nie wiem czy Cię pocieszę i czy to przyniesie Ci ulgę, ale wiedz, że boi się każdy. Strach jest nieodłącznym elementem życia w tym też i pracy bez względu na to czy jest ona pracą na umowę czy też prowadzeniem własnego biznesu.

Strach występuje też w życiu każdego rodzica. Strach o dzieci, bez względu na to czy mają lat 5 czy 45.

Boi się każdy. I w sumie dobrze, bo strach jest mobilizacją. Pod warunkiem, że mu się nie poddasz. Pod warunkiem, że nie dasz mu sobą zawładnąć.

Tylko jak tego dokonać?

Zaakceptuj siebie.

Bez względu na to czy masz dużo pieniędzy czy mało. Bez względu na to czy masz nadwagę czy niedowagę. Bez względu na to czy masz dużą rodzinę czy jesteś singlem.

Zaakceptuj i pokochaj siebie. Tylko miłość do samego siebie da Ci siłę do walki. Do walki z wewnętrznym strachem i obawą przed zmianą.

Pokochanie samego siebie pozwoli Ci okiełznać strach i przygotuje Cię do zmian, które i tak są nieuchronne. Im szybciej przyjmiesz to do swojej wiadomości, tym będzie Ci łatwiej.

Opracuj plan działania.

Usiądź wygodnie w fotelu. Zastanów się. Pomyśl co możesz zrobić i w jaki sposób zadziałać. Podziel swoją zmianę na drobniejsze elementy. Dzięki temu zmiana nie będzie Cię tak przerażać. Opracuj plan działania i osiągania kolejnych małych celów. Każdy drobny nawet sukces przybliża Cię do zwycięstwa. Zwycięstwa nad swoim strachem, obawą i zmianą.

Miłość do samego siebie to wielki sukces – sukces odniesiony przez Ciebie. Im szybciej to zrobisz, tym szybciej zaczniesz być szczęśliwy.  Szczęśliwy czyli przygotowany do tego co niesie Ci życie. Przygotowany do zmiany.
A ja z całego swojego serca życzę Ci, by zmiany zawsze były tylko pozytywne.