Czy związek musi być idealny….?!?! Z perspektywy mężatki z 9-cio letnim stażem…

Czy związek musi być idealny….?!?! Z perspektywy mężatki z 9-cio letnim stażem…

Nigdy w życiu! W żadnym wypadku!

Odpowiadam i mogłabym zakończyć ten wpis na kilku słowach…

Kiedy 9 lat temu stawałam na ślubnym kobiercu, wydawało mi się, że teraz wszystko będzie już idealne, usłane różami. Owszem – czasem się pokłócimy, ale zawsze będziemy sobie patrzeć w oczy…. No przecież mamy być wsparciem dla siebie, mamy sobie pomagać, mamy się szanować… No i w ogóle ma być cudownie, prosto, jasno i bezstresowo. Tiaaa dobre sobie….

Tak jasno i prosto to jeszcze nie było. Jedno w jednym pokoju, drugie w drugim, trzaśnięcie drzwiami i wszystko jasne. Przecież się nie pokłóciliśmy. Przecież jest ok. Przecież jest zwyczajnie, tak normalnie. Tylko okoliczności się zmieniły.

Kiedy rozpoczynaliśmy wspólne życie, mieszkaliśmy w maciupkim mieszkanku, ale dla nas dwojga było wystarczające. Nawet jak się pokłóciliśmy to nie było za bardzo miejsca by się rozejść jak bokserzy na ringu po gongu do swoich narożników. Baaa wolnych narożników nie było – w każdym stało „coś”, bo środka nie było 😉 Środek zajmowaliśmy my 🙂

Każde z nas miało swoją pracę „etatową” i gdy zamykało drzwi w firmie, odcinało się od spraw zawodowych. Wracaliśmy na obiad, czasem taki po 18:00. A jak go nie było – cóż, szliśmy na kebaba albo zamawialiśmy pizzę. Tak też było dobrze.

A teraz…. Hmmmm… Doba jakby się skróciła. Narożników wolnych w ringu sporo, bo dom nam się powiększył i przeniósł na wieś, ale i domowników przybyło. A wraz z nimi też i obowiązków. Dzieci, pies, obiady – są i być muszą. Czasem choć byśmy chcieli się pokłócić, to nie ma kiedy i jak. Najpierw dzieci słuchają, potem obowiązki, kąpanie, szykowanie rzeczy na kolejny dzień… A potem trzaśnięcie drzwiami i każdy w swojej firmie – każdy w swoim narożniku. Każdy działa, coś liczy, drukuje, wysyła. Wraca do pracy. Tylko czasem spotykamy się przy stole. Czasem coś jeść trzeba.

Aaaa no i wiedza. Chyba najważniejsza. Kiedyś zakochana 25 – latka z uśmiechem na twarzy, wierząca i ufna, patrząca w oczy Adama. Dziś doświadczona mężatka z 9-cio letnim stażem, matka dzieciom, pani dla ukochanego psiaka – świadoma. Świadoma swoich mocnych stron i deficytów. Świadoma, że Adam jest totalnie inny niż ja. Świadoma różnością i przepełniona wiedzą o genetycznym podłożu naszego bokserskiego ringu. Dziś już wiem, że przytulanki i patrzenie w oczy to nie jego bajka. Czerwone spodenki w prawym narożniku i w domu noszę ja – dynamiczna, energiczna, spontaniczna, zdeterminowana i zorientowana na cel. Bez planów na jutro, bez patrzenia w przyszłość. Niepoprawna optymista z wiecznym „jakoś się ogarnie” na ustach. I On – Adam w niebieskich spodenkach i lewym narożniku – analityczny, poważny, precyzyjny, rozplanowany do bólu, przewidujący przyszłość. Zawsze wie co przyniesie jutro i jaką instrukcję trzeba „przytulić” przy uruchamianiu pralki. Pasują mu śrubki, młotki i nakrętki. Działa na „zwolnionych”, sarkastycznych obrotach a jego szklanka jest zawsze „do połowy pusta”.

No i nagle zderzenie, jak Titanic z górą lodową. Boże, nie rozumiemy się. No, bo na Boga – jak zaplanować spontan?!?!?!?!

Ale powiem Ci jedno – da się. Nie jesteśmy idealni. Każdego dnia wybaczamy sobie swoje niedoskonałości. Każdego dnia próbujemy na nowo poukładać te nasze kredki do pudełka zgodnie z „adamowymi” kolorami, bo przecież „poukładanie i plan są ważne”. Aż tu nagle wpadają moje czerwone, spontaniczne spodenki i kredki są bez pudełka albo wędrują na inną półkę – same…

W naszym życiu wiele dzieje „samo się”. Dzieci każdego dnia rewelacyjnie przechwytują to nasze „samo się”. Ale idą do przodu. Patrzą na nasze niedoskonałe, nieidealne małżeństwo, popełniane błędy i potknięcia. Ale kiedy wieczorem kładą się spać i cmokając nas w policzki piszczą „mammmoooo, tatttttooooo” wiemy, że pomimo nieidealnego małżeństwa – to co w życiu najważniejsze nam „wyszło i się udało” – RODZINA i wspólny DOM 🙂

Jesteś „tylko” matką?!?!

Jesteś „tylko” matką?!?!

Szlag mnie jasny trafia.

Czy kobiety myślą?

Albo inaczej.

Czy jak zostajesz matką wyłączasz myślenie o wszystkim poza kupkami, kaszkami, kolkami, uśmiechami, raczkowaniem, pierwszymi kroczkami itd?

Czy jak zostajesz matką, to zwalnia Cię to z myślenia o sprawach zawodowych?

Czy jak zostajesz mamą masz prawo zapomnieć o własnym rozwoju, własnej karierze, czytaniu książek, interesowaniu się swoim zawodowym światem?

Czy jak rozpoczynasz okres macierzyństwa, to jesteś zwolniona z dbania o finanse w domu?

 

Dziś byłam świadkiem rozmowy kilku matek. Przerzucały się argumentami za i przeciw powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim.

 

Te, które uważały, że warto wracać do pracy mówiły o niezależności, podziale obowiązków pomiędzy siebie a partnera, opiece nad dzieckiem podzielonej na czas spędzany z tatą i z mamą. Wspominały też o własnych finansach, wsparciu rodzinnego budżetu, możliwości rozwoju osobistego i zawodowego, poszerzaniu grona znajomych i współpracowników, poznawaniu nowych osób.

 

Dla tych, które pragnęły pozostać w domu, najważniejsze były pierwsze kroczki, uśmiechy, kaszki, wpieranie rozwoju dziecka. Wspominały również, że nie warto wracać do pracy, bo nie zarobią na opiekunkę, nianię, żłobek czy inną opiekę dla dziecka. Mówiły o finansach męża i rozwoju kariery zawodowej swojego partnera. Ale nadrzędnym argumentem było UWAGA świadome rodzicielstwo i odpowiedzialne podejmowanie decyzji o macierzyństwie.

 

No i tu pękłam.

 

Do diabła!

Czy jak kobieta wraca do pracy po urodzeniu dziecka to znaczy, że nie podjęła świadomej decyzji o macierzyństwie? Czy to oznacza, że nie jest odpowiedzialną matką? A czy to w końcu oznacza, że nie jest dobrą, troskliwą i opiekuńczą? Czy matka, która wychodzi do pracy nie kocha dziecka? Czy to, że kobieta wraca do pracy oznacza jednocześnie, że przegapi wszystkie ważne momenty w życiu swojego dziecka? Przegapi kroczki, uśmiechy, raczkowanie i wszystkie te rzeczy, które nigdy nie wracają?

 

Jestem mamą dwójki dzieci. Po urodzeniu pierwszego syna wróciłam do pracy gdy ten nie miał jeszcze 8 miesięcy. Nie było innego wyjścia – macierzyński trwał wtedy niecałe pół roku. Po urodzeniu drugiego syna wróciłam do pracy, gdy ten miał 9 miesięcy chociaż miałam rok macierzyńskiego.

 

Nie żałuję ani jednego dnia – ani tego spędzonego z chłopcami ani tego w pracy.

I wiesz co Ci powiem? Moi chłopcy, chociaż są zdolni i mądrzy nie zaczęli nagle w ciągu jednego dnia mówić pełnymi zdaniami, raczkować i uciekać po całym dywanie, chodzić bez podtrzymywania po ulicach. Nie zaczęli też w ciągu jednego popołudnia jeździć na rowerze, tańczyć, śpiewać i recytować. Miałam czas aby spokojnie przyjrzeć się pierwszym uśmiechom, pierwszym samodzielnym kroczkom, usłyszeć pierwsze słowa.

I chociaż chodziłam do pracy, zdążyłam się tym wszystkim nacieszyć.

Czy musisz myśleć tak jak ja? Oczywiście, że nie. Każda z rozmawiających mam, miała swoje racje. Miała swoje przekonania i swoje słuszności. I absolutnie każda miała do tego prawo.

Tylko jedno moje pytanie? Która z mam podjęła wysiłek myślenia o przyszłości swojej czy swoich dzieci? Która z mam zadała sobie pytanie „a co jeśli?”?

 

A co jeśli któregoś dnia uśmiechy, kaszki, sprzątanie i dbanie o dom przestanie Ci wystarczać?

A co jeśli któregoś dnia Twoje dziecko dorośnie i pójdzie do przedszkola? Nie poślesz? Ok, ale do szkoły musisz już posłać…

A co jeśli któregoś dnia zabraknie dofinansowania ze strony państwa i skończą się „łatwe” pieniądze?

A co jeśli zawodowy świat ucieknie Ci na tyle, że nie będziesz w stanie go dogonić?

A co jeśli któregoś dnia zauważysz totalny brak niezależności?

A co jeśli kiedyś zdejmiesz te różowe okulary?

A co jeśli któregoś dnia skończą Wam się pieniądze?

 

Pytasz jak to możliwe?

 

Pomyśl – w życiu zdarza się milion różnych sytuacji. Od nieszczęśliwych wypadków, przez zdrady, rozpady małżeństwa, kłótnie, do śmierci najbliższej osoby. Czy naprawdę wierzysz, że w razie jakichkolwiek problemów dasz sobie radę bez pieniędzy i bez pracy?

 

No i tak na koniec.

 

Gdzie Twoja niezależność?

Gdzie Twoja ambicja?

Gdzie Twoja wolność finansowa?

Gdzie Twoja swoboda w działaniu?

 

Czy naprawdę chcesz być mamą, która pozbyła się wszystkich innych ról społecznych? Chcesz być „tylko” mamą?

#BiznesMama czyli jak zaoszczędzić cenny czas nie zaniedbując obowiązków? – część 3

#BiznesMama czyli jak zaoszczędzić cenny czas nie zaniedbując obowiązków? – część 3

Dwie części rozważań pracującej zawodowo mamy – za nami.

Były porady, wsparcie, podpowiedzi. Z jednymi się zgadzacie, z innymi nie – i o to chodzi. Nie musimy robić wszystkiego tak samo – jeśli coś Ci nie pasuje, nie rób. Testuj, jeśli nie sprawdzałaś – zobacz, wypróbuj na sobie. Może przypadnie Ci do gustu.

Nie pasuje – wyrzuć. Nie skupiaj się na minusach, weź plusy 🙂

Działaj – nie czekaj – ot cała recepta. Dalsza część wskazówek dla Ciebie – poniżej …. 🙂

Powodzenia 🙂

8. Ile czasu ostatnio zaoszczędziłaś, prosząc o pomoc? Jak często dajesz się wyręczyć w przyziemnych sprawach? Ja bardzo często korzystam z przywileju „po drodze”. Dzwonię do swojego taty i mówię „Tato, jak będziesz przechodził obok piekarni kup mi bułki czy chleb. Odbiorę razem z Olkiem popołudniu”. Albo dzwonię do męża „Adam, jak będziesz wracał do domu odbierz np. ulotki z drukarni albo plakaty z firmy”. Drobiazgi składają się na cenne sekundy, te z kolei na minuty a te z kolei na cenne godziny zaoszczędzonego czasu. Nie zawsze i nie wszędzie musisz być osobiście. Korzystaj z przywileju „po drodze”, ale pamiętaj czasem wspomniany mąż czy tata też mogą skorzystać z tego przywileju dla siebie i wtedy Ty powinnaś się im odwdzięczyć – przysługa za przysługę.

9. Ile czasu ostatnio zaoszczędziłaś dzięki wcześniej przygotowanym rzeczom? Muszę Ci się przyznać. Nie zawsze spędzam w kuchni tylko 2 – 3h tygodniowo. Kiedy przychodzi sezon letni, czasu w kuchni spędzam zdecydowanie więcej. Tak, tak – wiem, że to nie jest nic przyjemnego zwłaszcza jeśli za oknem +30. Ale to nieistotne. Istotne jest to, że gdy nadchodzi zima, mamy kompoty z wiśni, truskawek, gruszek w słoikach – wystarczy tylko dodać wodę i gotowe. Mamy pomrożone owoce – maliny, truskawki, borówki, jagody – w razie przeziębienia czy bólu brzuszka albo do pysznego, zdrowego deseru. W zamrażarce znajdą się też paczuszki ze świeżą pietruszką, porem i selerem – jak znalazł do pachnącego, domowego rosołu zimą. Na regale w garażu, grzecznie poustawiane w słoikach stoją przeciery z pomidorów, sałatki z warzyw, mus jabłkowy, konserwowa papryka, śliwki w zalewie, kiszone i konserwowe ogórki oraz suszone grzyby. To wszystko nadaje mojemu domowi zapachu, poczucia bezpieczeństwa i stabilności, uczy moich synów gospodarności i tego, że aby mieć – trzeba zapracować. A tak przy okazji – wiesz ile frajdy mają dzieciaki przy myciu słoików na podwórku? Bezcenna zabawa i nauka w jednym 🙂

10. Ile czasu zaoszczędzasz nauczywszy swoje pociechy samodzielności? Pamiętam czas, gdy mój starszy syn jako 3 – latek musiał być karmiony, bo inaczej nie zjadł obiadu. Było bieganie za nim z łyżką po całym domu i namawianie do jedzenia. Wiem, że to był mój błąd – pozwoliłam mu na to by w odpowiednim momencie nie chwycił sam łyżki, bo się ubrudzisz, bo zachlapiesz dywan, bo będzie to dłużej trwało…. miałam miliony wymówek czemu nie pozwolić mu na dojrzałość i bycie „dorosłym”. Dziś młodszy syn ma 1,5 roku i od kilku miesięcy sam łapie za łyżeczkę, wcina serek czy jogurt. Pewnie, że się „upaćka”. Pewnie, że potem trzeba wytrzeć podłogę albo zmienić obrus na stole, ale wiem, że to zaprocentuje. To ma sens – dziecko szybciej wie, że potrafi samo o siebie zadbać w granicach jego dojrzałości. Wiem, że przy drugim dziecku jest łatwiej, że młodszy często podgląda starszego i chce jak on robić wiele rzeczy sam. Ale trzeba mu na to pozwolić – trzeba wspierać ile sił, ale nie zabraniać i nie wyręczać. …. Szkoda, że takiej wiedzy nie miałam kilka lat temu – gdy dorastał mój pierworodny 🙂

11. Ile czasu zaoszczędzasz dając dzieciom szansę na bycie „odpowiedzialnym” i „gospodarnym”? Nie pamiętam kiedy ostatnio składałam do pary skarpetki po praniu. Tym zajmuje się mój starszak. Zawsze gdy ściągam pranie, przychodzi do mnie i składa skarpetki. Nie tykam tego – to jego praca, obowiązek i nauka w jednym. Czasem mam w szafce zwinięte roli dwóch skarpetek nie do pary – tak więc uważaj jak będziesz zakładała 😉

12. Kiedy przygotowujesz rzeczy do…?

 

Za nami trzecia część poradnika.

 

Została jeszcze jedna 🙂 Już niebawem 🙂

Do „przeczytania” 🙂

 

#BiznesMama czyli jak zaoszczędzić cenny czas nie zaniedbując obowiązków? – część 2

#BiznesMama czyli jak zaoszczędzić cenny czas nie zaniedbując obowiązków? – część 2

Dalej miewasz wyzwania z pogodzeniem domu z zawodowymi obowiązkami?

Spokojnie ja też tak mam i czasem mój dom staje na głowie. Czasem dzieci nie do końca ogarnięte albo zupa przesolona, ale jakoś idziemy do przodu 🙂

#BiznesMama czasem musi odpuścić – sobie, innym, dzieciom, tacie dzieci czy mężowi. Czasem musi znaleźć odpowiedzi na pytania „po co?”.

  1. Po co ja to robię?
  2. Dla kogo to robię?
  3. Czy to co robię daje mi poczucie spełnienia i szczęścia? – cokolwiek ono dla Ciebie nie znaczy.

 

Jeśli odpowiesz sobie na te pytania i znajdziesz cel swojej pracy – tej w domu i tej zawodowej – łatwiej Ci będzie zarządzać sobą i swoimi decyzjami. A wtedy szybciej i łatwiej pogodzisz obowiązki z zakresu „jestem mamą” i „jestem bizneswoman”.

Kiedy pierwsza część wpisu pojawiła się na blogu, nadeszły różne komentarze z Waszej strony.

Cieszymy się, że codziennie podejmujecie „walkę” być być lepszą wersją samych siebie. Cieszymy się, że jesteście, czytacie, wspieracie…

 

Dziękujemy za każdy komentarz, każde przemyślenie, każde słowo. Dziękujemy, że jesteście 🙂 i zapraszamy na dalszą część wskazówek 🙂

Jednocześnie obiecujemy – to jeszcze nie koniec 🙂

Ostatnio skończyliśmy na punkcie 4 …

 

4. Ile czasu ostatnio zaoszczędziłaś dzięki delegowaniu zadań i obowiązków domowych?

Podział obowiązków to podstawa sukcesu. Deleguję i dzielę obowiązki domowe.

Obowiązkiem mojego męża w domu jest prasowanie.

Czasem dzieci nie mają już wyprasowanych rzeczy, wtedy „delikatnie upomnę”, że żelazko go woła, ale nigdy – przenigdy sama nie biorę się za prasowanie. Wiem, że gdybym raz to zrobiła, często znalazłyby się u niego powody, dla których nie mógłby wyprasować rzeczy – zwłaszcza tych należących do chłopców. Zawsze miałby jakieś „pilne sprawy”, które nie mogą poczekać. Więc żelazko czeka na niego – nie ucieka 😉

A że czasem jest niedoprasowane – no cóż, delegując zadania ze swojej głowy, liczę się z tym, że nie wszystko będzie tak idealne jakby ja to zrobiła. Wiem, że wynika to z braku doświadczenia, braku chęci, braku dokładności, czasem może nawet z lenistwa, ale…. przecież niedoprasowane delikatnie rzeczy, krzywdy moim dzieciom nie zrobią.

Czy mojego męża łatwo było przekonać do prasowania i nadać mu ten obowiązek? NIE! Nawet bardzo nie. Ale przecież nie chcemy by nasze dzieci chodziły w niewyprasowanych rzeczach i ktoś to musi robić. Więc czemu nie on?

 

5. Ile czasu tygodniowo spędzasz na praniu ubrań?

Jak często włączasz pralkę, wieszasz pranie, składasz, wkładasz do szafek?

Ja piorę gdy kosze na bieliznę są pełne. Wiem, że dopóty dopóki z koszy nie wysypują się ubrania – moje dzieci mają w czym chodzić. Dzięki temu mam jeden dzień ( zazwyczaj w tygodniu) gdy pralka chodzi non stop, a nie cały tydzień usłany rzeczami do prania. Oszczędzam swoją energię, czas, pieniądze i chęci, bo do następnego pełnego kosza przeważnie upłynie tydzień albo i dłużej.

Dobrym sposobem na oszczędność czasu przy praniu, jest też suszarka bębnowa. Kiedy naprawdę chcę oszczędzić czas albo pilnie potrzebuję konkretnej rzeczy albo ubrań jest bardzo dużo, bo nieoczekiwanie doszedł jakiś koc, obrusek czy inne „cudo” – włączam suszarkę.

Opróżnianie suszarki to radocha dla chłopaków więc czasem udaje mi się „zagnać bojsów” do pomocy 🙂

 

6. Ile czasu spędzasz przeglądając media społecznościowe, oglądając zdjęcia na Instagramie czy skrolując tablicę na Facebooku?

Czy naprawdę musisz angażować się w każdą dyskusję na forach dla mam albo w grupie dyskusyjnej?

Media społecznościowe to współczesny największy pożeracz czasu. Zaczynasz od przeglądania aktualności a kończysz na oglądaniu zdjęć, opinii i czytaniu plotek. Nie jestem bezwzględnym przeciwnikiem mediów społecznościowych. Sama sporo czasu poświęcam im zarówno w pracy jak i w życiu osobistym.

Jestem natomiast zwolennikiem umiejętnego korzystania z ich dobrodziejstw i nie popadania w manię fb czy insta. Przejrzenie mediów społecznościowych naprawdę nie jest konieczne co godzinę.

Jak temu zaradzić? Kilka małych trików…

Odhacz powiadomienia grup na fb, do których należysz. Nie musisz wiedzieć o każdym wątku w grupie mam czy każdej sprzedawanej rzeczy za pomocą tablicy. Odhacz też obserwowanie znajomych, których informacje nie są dla Ciebie ani interesujące ani ważne. Zablokuj rzeczy, które w rzeczywistości Cię nie interesują a jednak zabierają Twój czas.

Wyznacz stałe godziny, w których zaglądasz na FB czy Insta. Określ maksymalny zakres czasowy, kiedy czytasz, oglądasz itp.

Jeśli zainteresuje Cię coś zawodowo – zapisz link. Jeśli wrócisz – znaczy to, że rzeczywiście było warte uwagi. Jeśli natomiast Twoje zapisane linki rosną a Ty ich nie otwierasz, to chyba jednak nie warto.

 

7. Ile czasu ostatnio zaoszczędziłaś zostawiając swoją pociechę pod opieką babci, dziadka, przedszkolanki, męża … ?

Ile razy dałaś się uwolnić od obowiązku bycia mamą na pełen etat 24h/dobę? Wiem, że nikt tak nie obejrzy, nikt tak nie pogłaszcze, nikt tak nie przytuli jak mama. Ale wierz mi, pod opieką zaufanej, sprawdzonej, kochającej, troskliwej osoby – dziecko jest bezpieczne. Możesz czasem odpuścić i dać sobie czas na wypełnienie innych obowiązków. Nawet tych pracowniczych…

 

8. Ile czasu ostatnio zaoszczędziłaś prosząc o ….

 

CDN….

#BiznesMama czyli jak zaoszczędzić cenny czas nie zaniedbując obowiązków? – część 1

#BiznesMama czyli jak zaoszczędzić cenny czas nie zaniedbując obowiązków? – część 1

#BiznesMama – powiedzmy sobie wprost…

Połączenie pracy zawodowej z prowadzeniem domu to nie łatwa sprawa. Wiele kobiet pracuje realnie rzecz patrząc, na dwa a czasem może nawet na trzy etaty. Każdego dnia przemierza bezkresy swoich bezsilności, słabości, wytrzymałości i wiary w sukces. Mierzy się ze swoimi marzeniami, konsekwencją, determinacją, celami. Pomiarów i niedoskonałości jak zawsze w zwykłym dniu jest wiele.

Raz jest łatwo i z górki

a czasem pod górę z ogromnym wysiłkiem. Momentami nawet nie wystarcza sił na powstanie po upadku albo zrobienie kubka herbaty po zarwanej przy dziecięcym łóżku nocy. Która z Was tego nie zna? Oj znasz i Ty i każda z nas – matek. Każda z nas w pocie czoła walczy codziennie z przeciwnościami losu, z katarem, kaszlem, chorobą, przemokniętymi butami, brudnymi skarpetkami czy upaćkaną kurtką. I o ile chwile słabości związane z pralką, my – matki jesteśmy w stanie przezwyciężyć o tak – po prostu, o tyle choroby czasem odbierają nam moc. Niby jesteśmy silne, niby walczymy, ale w głębi ducha nie mamy sił. Co zrobić?

Jak się nie poddać, gdy zalana z takim trudem herbata, dawno już wystygła?!

Jestem mamą dwóch chłopców. Tak jak Ty, każdego dnia walczę o lepszy start dla swoich „bojsów”, bo wiem, że warto. Warto każdego dnia starać się żyć na maksa i dawać dzieciakom wszystko co najlepsze. I nie chodzi tu o nowe zabawki czy oryginalne ciuchy. Chodzi o szansę na bycie wartościowym człowiekiem.

Pracę mam jaką mam,

czasem a nawet często w weekendy nie ma mnie w domu. Chłopcy zostają z tatą. Sami sobie zagospodarowują czas. Mają konkretne zadania do wykonania i przygotowane wszystko co się da, by miło i pożytecznie spędzić czas. Czasem słyszę od swoich klientek, z którymi pracuje indywidualnie: „ Jak Ty to ograniasz? Jak to robisz, że oni mają obiady przygotowane, zakupy porobione, dom jest posprzątany a ty spakowana, gotowa, przygotowana do pracy wyjeżdżasz. I wszystko działa… I jeszcze masz uśmiech na twarzy… Mój mąż by nie ogarnął, nie dał rady… Ja bym nie ogarnęła…”
Mówię wtedy – organizacja czasu – ot cały sekret.

Brakuje Ci czasu? Nie wiesz jak pogodzić wszystkie obowiązki w domu i w pracy jednocześnie?

Zapytam przewrotnie… Odpowiedz sama sobie na poniższe pytania i dowiedz się gdzie możesz zaoszczędzić swój czas.

 

1. Ile czasu tygodniowo przeznaczasz na zakupy?

Wszystkie – łącznie (żywność, chemia gospodarcza, kosmetyki, warzywa, pieczywo). Mi zajmuje to maksymalnie 2 h tygodniowo. Tak – na wszystko. Wiesz dlaczego? Bo chodzę do kilku sklepów po kolei jednego dnia –  raz w tygodniu – tylko. Zawsze mam plan rzeczy, które kupię. Zawsze mam zaplanowane zakupy zgodnie z planami obiadowymi. Robię duże zakupy, potem gotuję, wekuję, mrożę, zaprawiam i mam nieraz na cały tydzień. Na co dzień dokupuję tylko pieczywo – często nawet nie ja, zlecam mężowi – chleb przecież potrafi kupić, prawda?! Szerokim łukiem omijam super i hipermarkety, bo nie dość, że nie sprzyjają oszczędzaniu, to jeszcze nie są ani zdrowe ani przyjazne i zabierają mnóstwo czasu.

 
2. Jak często gotujesz? Ile czasu spędzasz codziennie w kuchni?

Osobiście gotuję dwa razy w tygodniu – razem około 2,5 h – 3 h w kuchni tygodniowo. Większość pakuję, wekuję, mrożę. Czasem przygotowuję półprodukty. Potem je tylko kończę. Co dzięki temu zyskuję? – czas, oszczędność pieniędzy i domowe jedzenie. Kiedyś mój były szef w korporacji słysząc, że gotuję obiady w domu zrobił oczy jak pięć złotych i zapytał – Naprawdę? A kiedy masz na to czas? Odpowiedziałam – naprawdę – jedno popołudnie lub wieczór w tygodniu. Znam osoby, które każdego dnia zamawiają obiad z kateringu, kupują gotowe jedzenie na wynos. Kiedy pytają mnie po co gotuję, przecież dziś jest tyle opcji na „gotowe” – odpowiadam.

a) Bo pieniądze są dla mnie ważne, a gotowanie w domu jest tańsze niż codzienne jedzenie na wynos.

b) Bo zdrowie moje i moich bliskich jest dla mnie ważne, a tylko samodzielnie gotując wiem, że to co wkładam do garnka, to rzeczywiście warzywa a nie „coś o barwie marchewki”.

c) Bo cenię sobie domowe jedzenie – to moja namiastka normalności w zapędzonym świecie.

d) Bo lubię czasem coś upitrasić i jest mi z tym dobrze.

 
3. Ile czasu spędzasz tygodniowo przed telewizorem? Łącznie – na seriale, wiadomości, programy, sport itp.?

Nie oglądam seriali, programów telewizyjnych – praktycznie nie korzystam z tv. Relaks to dla mnie książka, czasem branżowa, czasem „odmóżdżacz” w postaci powieści – nigdy tv. Wyjątek stanowią jakieś mistrzostwa, w których nasza biało – czerwona reprezentacja daje z siebie wszystko. Wtedy nie mogę sobie odmówić. Siedzę i „gapię się jak sroka w gnat”, ale tłumaczę sobie – raz nie zawsze 😉 Gorzej jak wygrywają i przechodzą dalej – wtedy moja wymówka nie ma sensu 😉

 

4. Ile czasu ostatnio zaoszczędziłaś dzięki …

CDN…